Przeskocz do treści Przeskocz do menu

Zaczynałem jako ktoś, kto po prostu chciał pomóc - historia Kacpra

Dotyczy projektu: "Wzmacniamy wolontariat lokalnie!".

Nie zaczynałem jako lider. Zaczynałem jako ktoś, kto po prostu chciał pomóc. Przyszedłem na jedną akcję — zbiórkę żywności w zimny, listopadowy weekend. Dostałem identyfikator, krótki instruktaż i miejsce przy wejściu do sklepu. Myślałem, że to będzie jednorazowe.

Jak się później okazało - nie było.

Z czasem zacząłem zauważać rzeczy, których wcześniej nie widziałem. Chaos, gdy brakowało rąk do pracy. Wolontariuszy, którzy chcieli działać, ale nie wiedzieli gdzie stanąć. Akcje z ogromnym sercem i słabą organizacją. Któregoś dnia ktoś zapytał: „Możesz to ogarnąć?”. Odpowiedziałem „jasne”, choć nie miałem pojęcia, jak bardzo to zmieni moje życie.

Dziś koordynuję wolontariuszy podczas akcji charytatywnych i społecznych — od zbiórek żywności, przez pomoc seniorom, po wydarzenia dla lokalnej społeczności. Moja praca rzadko jest widoczna. Zaczyna się długo przed wydarzeniem: listy, telefony, grafiki, wiadomości wysyłane późno w nocy. Upewnianie się, że każdy wie, po co tu jest i że jest potrzebny.

W dniu akcji nie mam czasu na emocje. Liczę ludzi, rozwiązuję problemy, gaszę pożary. Ktoś nie przyszedł — szukam zastępstwa. Ktoś się stresuje — uspokajam. Ktoś mówi, że to jego pierwsza akcja — pamiętam, że właśnie takich osób nie wolno zgubić. Bo wiem, że jeśli poczują sens, wrócą.

Najbardziej wzruszające momenty przychodzą po cichu. Gdy wolontariusz podchodzi i mówi: „Dzięki, że mnie tu postawiłeś. To było ważne”. Gdy widzę grupę ludzi, którzy jeszcze rano się nie znali, a wieczorem śmieją się jak stara paczka. Gdy akcja się kończy, a ja wiem, że wszystko zadziałało — nie idealnie, ale wystarczająco dobrze, by komuś pomóc.

Bywają dni, kiedy jestem zmęczony. Kiedy mam dość odpowiedzialności i poczucia, że wszystko jest „na mojej głowie”. Ale wtedy przypominam sobie, że nie koordynuję zadań - koordynuję ludzi. Ich czas, energię, dobre intencje. A to ogromny przywilej.

Nie noszę peleryny. Noszę notes, telefon i plan awaryjny. I wciąż wierzę, że dobrze zorganizowana pomoc może zmienić świat — nie naraz, nie wszędzie, ale dokładnie tam, gdzie akurat jesteśmy.

- Kacper.

Artykuł powstał w ramach projektu "Wzmacniamy wolontariat lokalnie" jest sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Wspierania i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności - Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.

Ikona wstecz Wróć do aktualności

Ikona do góry