Przeskocz do treści Przeskocz do menu

Historia pani Heleny - Wolontariuszki i liderki

Dotyczy projektu: "Wzmacniamy wolontariat lokalnie!".

Mam na imię Helena. Mam sześćdziesiąt osiem lat i całe życie mieszkam na wsi. Tu się urodziłam, tu wychowałam dzieci, tu pochowałam męża.

Zawsze mówiło się, że na wsi wszyscy się znają. I to prawda – znamy swoje nazwiska, pola, historie sprzed lat. Ale w ostatnich latach zauważyłam, że coś się zmieniło. Każdy zajęty swoim życiem. Młodzi do pracy w mieście, starsi coraz częściej sami w domach. Coraz mniej rozmów przez płot. Coraz więcej ciszy. Najbardziej bolało mnie to, że przestaliśmy się odwiedzać tak po prostu. Bez okazji.

O projekcie „Dobre sąsiedztwo to bezpieczeństwo!” w Fundacji Bliżej Pasji usłyszałam od znajomej. Pomyślałam wtedy: ładna nazwa, ale czy u nas to w ogóle potrzebne? Przecież tu spokojnie.

A potem przypomniałam sobie panią Kazię z końca wsi, która przewróciła się zimą i przez kilka godzin nikt o tym nie wiedział. I pana Józka, który od śmierci żony prawie nie wychodzi z domu. Wtedy zrozumiałam – bezpieczeństwo to nie tylko brak zagrożeń. To obecność drugiego człowieka.

Na pierwsze spotkanie poszłam z ciekawości. Siedziałam cicho, słuchałam młodszych, notowałam. Ale kiedy zapytano, co moglibyśmy zrobić jako wieś, powiedziałam:
– „Zacznijmy od tego, żeby wiedzieć, kto obok nas potrzebuje pomocy”.

I tak zaczęła się moja przygoda jako liderki grupy inicjatywnej. Szczerze? Bałam się. Lider kojarzył mi się z kimś młodym, dynamicznym. A ja po prostu chciałam, żeby sąsiedzi zaczęli ze sobą rozmawiać i mówić o swoich potrzebach, troskach, obawach, radościach, ale też o zwykłych sprawach.

Zaczęliśmy działać – warsztaty z policjantem o bezpieczeństwie seniorów, spotkanie z ratownikiem medycznym, stworzenie „łańcuszka wsparcia” dla osób samotnych. Powiesiliśmy tablicę sąsiedzką, gdzie można było zostawić ogłoszenie albo propozycję pomocy.

Najbardziej wzruszył mnie moment, gdy jedna z mieszkanek powiedziała: „Od kiedy się poznaliśmy, nie boję się już tak wracać wieczorem. Wiem, że ktoś mnie zauważy”.

Wtedy zrozumiałam, że to działa.

Bycie liderem nauczyło mnie pokory i odwagi jednocześnie. Musiałam nauczyć się słuchać różnych opinii, godzić spory, przyznać się do błędu. Nauczyło mnie mówić głośno o tym, co ważne.

Dziś, gdy idę przez wieś, częściej słyszę: „Wpadnij na herbatę” niż „Nie mam czasu”. Czuję, że znów jesteśmy bliżej siebie.

Działania realizowane w projekcie zmieniły coś więcej niż organizację kilku spotkań. One przypomniały nam, że bezpieczeństwo rodzi się z relacji. Z uważności. Z troski.

A ja? Ja znów czuję się potrzebna. I powiem szczerze – to daje więcej energii niż niejedna witamina.

Artykuł powstał w ramach projektu "Wzmacniamy wolontariat lokalnie" jest sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Wspierania i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności - Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.

Ikona wstecz Wróć do aktualności

Ikona do góry