Najbardziej lubię ten moment, kiedy na kilka minut przed rozpoczęciem wydarzenia wszyscy patrzą na mnie i pytają: „To od czego zaczynamy?”. Wtedy biorę głęboki oddech, uśmiecham się i wiem, że po raz kolejny udało nam się zgromadzić ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego.
Mam na imię Ola i od kilku lat działam w stowarzyszeniu w małej miejscowości koło Biłgoraja, gdzie bardzo często powierzana jest mi rola koordynowania naszych inicjatyw. Jako Stowarzyszenie organizujemy pikniki rodzinne, rajdy, warsztaty międzypokoleniowe, występy artystyczne, kiermasze oraz akcje społeczne i charytatywne.
Często to właśnie ja nadzoruję organizację tych wydarzeń. Nie dlatego, że muszę. Robię to dlatego, że wierzę, iż największą siłę ma wspólne działanie. Każda taka inicjatywa przypomina mi, że wolontariat nie zaczyna się od wielkich czynów – zaczyna się od decyzji, by poświęcić swój czas, energię i serce drugiemu człowiekowi.
Z zewnątrz często widać tylko efekt końcowy – uśmiechnięte dzieci i zadowolonych rodziców podczas pikniku, rodziny wspólnie pokonujące trasę rajdu, pełną salę podczas warsztatów czy kolorowe stoiska na kiermaszu. Mało kto widzi to, co dzieje się wcześniej. Dziesiątki telefonów, spotkań, list zadań, próby, ustalanie szczegółów, szukanie sponsorów i osób gotowych pomóc. Czasami plan zmienia się w ostatniej chwili, czasem pogoda płata figle, ale jeszcze nigdy nie żałowałam, że poświęciłam na to swój czas.
Największą satysfakcję daje mi obserwowanie ludzi. Dzieci, które po raz pierwszy występują na scenie i schodzą z niej z szerokim uśmiechem. Seniorów, którzy podczas warsztatów międzypokoleniowych opowiadają młodym o dawnych zwyczajach, a chwilę później uczą się od nich czegoś zupełnie nowego. Rodzin, które dzięki wspólnym rajdom odkrywają piękno i historię otaczających nas terenów oraz, że najcenniejszy jest czas spędzony razem. W takich chwilach wiem, że tworzymy coś znacznie większego niż kolejne wydarzenie – budujemy relacje i wzmacniamy naszą lokalną wspólnotę.
Wolontariat nauczył mnie, że lider nie jest osobą, która wszystko robi sama. Prawdziwy lider potrafi dostrzec potencjał w innych, zachęcić ich do działania i sprawić, że uwierzą we własne możliwości. To właśnie ludzie są największą siłą każdej inicjatywy. Ja tylko pomagam połączyć ich pomysły, energię i dobre chęci.
Nigdy nie traktowałam wolontariatu jak obowiązku. To świadomy wybór i ogromny przywilej. Możliwość robienia czegoś, co ma znaczenie dla innych. Widok osób, które po zakończonym wydarzeniu podchodzą z uśmiechem i mówią: „Dziękujemy, było wspaniale”, daje mi energię do kolejnych działań. Jeszcze bardziej cieszy mnie jednak moment, gdy ktoś, kto do tej pory stał z boku, mówi: „Następnym razem też chcę pomóc”.
To właśnie wtedy wiem, że dobro naprawdę się rozprzestrzenia. Że wolontariat nie kończy się wraz z zakończeniem wydarzenia. On zostaje w ludziach – w ich gotowości do pomagania, współpracy i bycia razem. I właśnie dlatego, mimo zmęczenia i wielu wyzwań, za każdym razem z przekonaniem mówię: „Działamy dalej!”
Artykuł powstał w ramach projektu "Wzmacniamy wolontariat lokalnie", który jest sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Wspierania i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności - Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.