Nie pamiętam, czego uczyłam się na wszystkich lekcjach tamtego tygodnia. Pamiętam za to jedno spotkanie, które zostało ze mną do dziś.
To właśnie wtedy do naszej szkoły przyjechała pani z Fundacji Bliżej Pasji i pokazała mi, że wolontariat to coś znacznie więcej niż udział w szkolnych akcjach.
Na początku myślałam, że to będą zwykłe zajęcia, jak wiele innych. Szybko okazało się jednak, że te warsztaty są zupełnie inne. Nie siedzieliśmy tylko w ławkach i nie słuchaliśmy wykładów. Rozmawialiśmy o tym, czym jest pomaganie, dlaczego jedni ludzie angażują się dla innych, a inni boją się zrobić pierwszy krok. Słuchaliśmy prawdziwych historii wolontariuszy i wykonywaliśmy zadania, które pokazywały, że nawet mały gest może mieć ogromne znaczenie.
Pamiętam moment, w którym prowadząca powiedziała, że wolontariuszem nie zostaje się dlatego, że trzeba, ale dlatego, że chce się zmieniać świat – nawet ten najmniejszy, wokół siebie. Wtedy naprawdę otworzyły mi się oczy. Zrozumiałam, że wolontariat nie oznacza robienia wielkich rzeczy. Czasami wystarczy poświęcić komuś chwilę, wysłuchać go albo pomóc w czymś, z czym sam sobie nie poradzi.
Po tych warsztatach trochę mocniej zaczęłam działać w szkolnym wolontariacie. Na początku trochę się bałam, bo nie wiedziałam, czy dam sobie radę. Okazało się jednak, że każdy z nas ma coś, czym może się podzielić.
Raz pomagaliśmy organizować kiermasz, innym razem przygotowywaliśmy zbiórki dla potrzebujących czy włączaliśmy się w szkolne akcje charytatywne. Każda z tych inicjatyw dawała mi ogromną satysfakcję.
Z czasem zaczęłam angażować się także poza szkołą. W mojej miejscowości pomagałam podczas rodzinnych pikników, festynów i wydarzeń organizowanych dla mieszkańców. Rozstawiałam dekoracje, prowadziłam gry i zabawy dla dzieci, pomagałam przy stoiskach i dbałam o to, żeby każdy czuł się mile widziany. Byłam dumna, że mogę zrobić coś dobrego dla swojej społeczności.
Najbardziej w pamięci zostaną mi jednak zwykłe, codzienne sytuacje. Pomoc starszej sąsiadce w zrobieniu zakupów, odśnieżenie chodnika zimą lub kilka minut rozmowy z samotną osobą, która najbardziej potrzebowała po prostu kogoś, kto ją wysłucha. Dopiero wtedy zrozumiałam, że wolontariat nie kończy się po zakończeniu akcji czy wydarzenia. On zaczyna się tam, gdzie dostrzegamy drugiego człowieka.
Dzisiaj wiem, że tamte warsztaty zmieniły moje myślenie. Dzięki nim przestałam pytać: „Czy ja mogę pomóc?”, a zaczęłam zastanawiać się: „Komu mogę pomóc dzisiaj?”. To niewielka zmiana w słowach, ale ogromna w życiu.
Wolontariat nauczył mnie czegoś bardzo ważnego: że dobro wraca, a największą nagrodą jest uśmiech drugiego człowieka. I właśnie dlatego wiem, że była to jedna z najpiękniejszych przygód, jakie zaczęły się od szkolnych warsztatów.
Artykuł powstał w ramach projektu "Wzmacniamy wolontariat lokalnie", który jest sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Wspierania i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności - Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.